...o muzyce niekoniecznie kulturalnie.

czwartek, 2 maja 2013

Japonia drołnem płynie

Boris - Präparat (2013)



Gatunek: Ciężko sklasyfikować
Wydawca: Daymare Recordings

Kalejdoskop. Wyobraźmy sobie płytę, która łączy w sobie subtelność indie rocka z lat 90, duszny klimat muzyki drone, pazur rocka, a to wszystko polejmy sosem orientalnym. Chuj, nie trzeba sobie takiej płyty wyobrażać - ona istnieje. Przed Państwem najnowsze dzieło japońskich wizjonerów z Boris pt. "Präparat".
Album rozpoczyna delikatna, zimna kompozycja "December", która wprowadza słuchacza w nieco melancholijny nastrój... jest sennie i chłodno. Po 4 minutach od rozpoczęcia sonicznej wycieczki cedek uderza w słuchacza zajebistym "Elegy" przynoszącym na myśl najlepsze nagrania Broadrickowego Jesu. Na tym koniec zmian? Oczywiście, że nie!

>Präparat to czysta muzyczna podróż.

Po 10 minutach przychodzi czas na przepiękne "Monologue", które brzmi jak kompozycja żywcem wyjęta z niewydanego albumu Slowdive. Goswell i Halstead by się nie powstydzili. Romantycznie się zrobiło, prawda? Czas na:

>Poziom: piekło.

Zaczęło się. "Amplifier Worship". "Method Of Error". Ciężko, smoliście, hałaśliwie. Boris w formie. Tak, dokładnie to, z czego zespół jest najbardziej znany.

>Zespół - jakże pretensjonalnie to brzmi.

No bo dlaczego niby nie? Atak "Bataille Suere" to symfonia piekła. Gitary młócą niczym walec na polnej drodze, perkusja monotonnym rytmem napędza machinę zagłady. Jest gorąco. 40*C ponad normę. Sytuacji nie poprawia wejście niemal hardcorowego "Perforated Line" - oczywiście w sensie pozytywnym. Jest pierdolony upał.

Japończycy doskonale operują klimatem i mają tego świadomość, dlatego w 25 minucie dostajemy zimny prysznic. Ot tak, na ochłodzenie. Ambientowe "Castel in the Air" staje się czymś w rodzaju katharsis, momentem wytchnienia, przystankiem rozpędzonego metra i najważniejsze - wstępem do pięknego "Mirano". Boris zwalnia, kończy trasę, na moment uderza jeszcze typowo drołnowym "Canvas", powoli gasi silnik, odtwarza końcowe "Maeve" - szum wiatru, apokalipsa, koniec trasy. Prosimy opuścić pojazd.

>Epilog

Pan Bartek: To cały czas ta sama płyta leci?
Pan P.: No tak, a co?
Pan Bartek: Nieźle pojebane.


...i jednocześnie genialne. Doskonała rzecz.

9+/10

~P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz