Gatunek: Ciężko sklasyfikować
Wydawca: Daymare Recordings
Album rozpoczyna delikatna, zimna kompozycja "December", która wprowadza słuchacza w nieco melancholijny nastrój... jest sennie i chłodno. Po 4 minutach od rozpoczęcia sonicznej wycieczki cedek uderza w słuchacza zajebistym "Elegy" przynoszącym na myśl najlepsze nagrania Broadrickowego Jesu. Na tym koniec zmian? Oczywiście, że nie!
>Präparat to czysta muzyczna podróż.
Po 10 minutach przychodzi czas na przepiękne "Monologue", które brzmi jak kompozycja żywcem wyjęta z niewydanego albumu Slowdive. Goswell i Halstead by się nie powstydzili. Romantycznie się zrobiło, prawda? Czas na:
>Poziom: piekło.
Zaczęło się. "Amplifier Worship". "Method Of Error". Ciężko, smoliście, hałaśliwie. Boris w formie. Tak, dokładnie to, z czego zespół jest najbardziej znany.
>Zespół - jakże pretensjonalnie to brzmi.
No bo dlaczego niby nie? Atak "Bataille Suere" to symfonia piekła. Gitary młócą niczym walec na polnej drodze, perkusja monotonnym rytmem napędza machinę zagłady. Jest gorąco. 40*C ponad normę. Sytuacji nie poprawia wejście niemal hardcorowego "Perforated Line" - oczywiście w sensie pozytywnym. Jest pierdolony upał.
Japończycy doskonale operują klimatem i mają tego świadomość, dlatego w 25 minucie dostajemy zimny prysznic. Ot tak, na ochłodzenie. Ambientowe "Castel in the Air" staje się czymś w rodzaju katharsis, momentem wytchnienia, przystankiem rozpędzonego metra i najważniejsze - wstępem do pięknego "Mirano". Boris zwalnia, kończy trasę, na moment uderza jeszcze typowo drołnowym "Canvas", powoli gasi silnik, odtwarza końcowe "Maeve" - szum wiatru, apokalipsa, koniec trasy. Prosimy opuścić pojazd.
>Epilog
Pan Bartek: To cały czas ta sama płyta leci?
Pan P.: No tak, a co?
Pan Bartek: Nieźle pojebane.
...i jednocześnie genialne. Doskonała rzecz.
9+/10
~P.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz