...o muzyce niekoniecznie kulturalnie.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Nazi-hippisi na dragach

Black Magick SS – Symbols of Great Power [2013]



Gatunek: Rock/Black Metal
Wydawca: Infinite Wisdom Productions


Antykosmiczni nazi-hippisi w natarciu! Myślałem, że już nic mnie w muzyce nie zaskoczy (a przynajmniej w rejonach okołoblackmetalowych). A jednak! BMSS, o którym wiadomo tylko tyle, że pochodzi z Australii, ni stąd ni zowąd wydało debiutancką epkę „Symbols of Great Power” za pośrednictwem Infinite Wisdom i zdobyło moje zdewastowane używkami serducho wraz z pierwszym odsłuchem. Ta muzyka jest po prostu klawa, dwunastominutową kasetę wypełniają psychotropowe dźwięki rodem z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych – urokliwe pianie hammondów, przyćpany gitarowy groove, czyli klimat (nekro)flower-power i LSD zażywanego w nieprzyzwoitych ilościach. Trend powrotu do oldskulowego psychodelicznego rocka w połączeniu z ciemną stroną ezoteryki zapoczątkowany przez nieodżałowane The Devil’s Blood (dla niedoinformowanych – TDB niedawno uległo rozpadowi, dalsze losy członków grupy jak na razie są nieznane) zbiera coraz to ciekawsze żniwo, czego świetnym dowodem jest właśnie BMSS; jednak symbol wielkiej mocy popycha wózek z materiałami wybuchowymi o parę metrów dalej, okraszając wszystko absolutnie brudnym brzmieniem i skrzekliwymi wokalami. Dominują niskie tony i ciężkie brzmienie, aczkolwiek co jakiś czas panowie (?) raczą ucho nieskomplikowaną solówką czy prostym, skocznym riffem. Słucha się tego po prostu zajebiście, jest przebojowo i chwytliwie, cmentarne klawisze tworzą nastrój a’la Jacula czy Coven, a wokal nadaje całości blackowego wydźwięku (choć zdarzają się również „czyste” partie). Największym minusem wydawnictwa jest jego powtarzalność, numery brzmią bardzo podobnie, i choć pierwsze kilkanaście odsłuchów sprawia obłędną radochę, to na dłuższą metę Symbols of Great Power może nieco przynudzać. Jednak moim zdaniem dla miłośników ekscentrycznych wariacji na temat czarnej sztuki jest to pozycja obowiązkowa, zaś amatorzy brzmień w klimatach stoner i psychedelic rocka również nie powinni być zawiedzeni, o ile ich narządy słuchu będą w stanie przetrwać nawałnicę sonicznej surowizny i brudu.

~blaga

Brak lub utrata zdolności odczuwania przyjemności

Anhedonia - Jebać Ludzkość [2013] (ja pierdole...)

Gatunek: Black Metal
Wydawca: ?

Zespół, którego najnowsze dzieło zamierzam tu zrecenzować jest dośc młody, ale dał się już poznać milionom słuchaczy (albo raczej czytelników for) od wcale ciekawej strony. Otóż po wydaniu debiutanckiego demo, które obiektywnie rzecz biorąc było słabe, ale w sumie pokazywało, że zespół ma jakiś tam potencjał, bodaj gitarzysta grupy (osobnik wyjątkowo niedojrzały mentalnie) narobił w Internetach takiego burdelu, że na Anhedonię powinna po prostu spaść zasłona milczenia.

Tak się jednak nie stało i oto zespół "wydaje" (na wypalanym domowo cederze) swoje drugie dzieło o poważnym tytule "Jebać ludzkość". Sam nie wiem, jak określić zawartość tej płyty. Sporo sampli, utwory akustyczne, metalowe, wreszcie ilustracyjno-chuj wie jakie. Na pewno jest to lepsze niż gówniany i nieudolnie zagrany black metal prezentowany na debiucie. Ale moje pytanie brzmi - do kogo właściwie skierowane jest to wydawnictwo? Bo są tu momenty, kiedy słucha się tego przyjemnie - plumkają sobie nastrojowe klawisze i kołyszą nas do snu jakieś rozmyte gitarki, ale zaraz zespół katuje nas chujowym i daremnym kowerem Burzuma (dobrze, że podarowali sobie wokale, bo poprzednim razem wyszło to groteskowo, a wokalista jest ewidentnie głuchy), rozstrojoną gitarą akustyczną albo przemówieniem Fuhrera. No kurwa, rzeczywiście. Plus za nawet ciekawe brzmienie i nietuzinkowe pomysły, ale wszystko to brzmi jak "nudziłem się wieczorem i takie tam se nagrałem" niż jak drugie demo realnie istniejącego zespołu. Może panowie chcieli być drugim Ulverem, albo chuj wie czym. No i w porządku, muzycznie nawet to zaczyna dojrzewać. Czasem. Ale zasadniczo nad całością unosi się duch nijakości i daremności.

Jeśli pojawi sie tu pan gitarzysta, to informuję, że nie zamierzam czytać jego bólu dupy i wypocin składających się ze słów "dupa", "gówno" czy "anal", z których słynie.

sobota, 6 kwietnia 2013

Życioniekochacze

Tekst jest stary, także niektóre informacje w nim zawarte mogą być nieco nie na czasie


Lifelover - "Sjukdom" [2011]


Gatunek: Depressive Rock


"A bad case of reverse schizophrenia
the imaginary friend of everyone else
a soulless terrorist with a message to spread
with the worst upbringing possible and no emotions"

Oczekiwałem tego albumu. Cholernie oczekiwałem. W momencie, gdy zespół udostępnił utwór "Expandera" z nadchodzącego wielkimi krokami, walentynkowego"Sjukdom", moje oczekiwania i nadzieje wzrosły niepomiernie. Wiedziałem, że taka ekipa jak Lifelover, z genialnym Kimem Carlssonem na czele nie wypuści złej płyty. Niestety - "Choroba" to przykład jak spierdolić nieskazitelną dyskografię kapeli.

Jak można nagrać tak nieciekawy i nudny album mając na koncie takie perły jak "Pulver", "Erotik" czy "Konkurs" ? Na nowym dziecku Lifelovera złe jest praktycznie wszystko. Rozpoczynając na beznadziejnym, tandetnym automacie perkusyjnym (założę się, że te sample nie zostały nawet minimalnie obrobione), poprzez toporne, oklepane riffy, kończąc na zabawnym i groteskowym wokalu Nattdala, który niszczy prawie każdy ciekawy moment płyty. Gdzieś również zginął klimat. Na "Sjukdom" nie ma już tej wszechobecnej atmosfery pijaństwa, narkomanii, choroby psychicznej, czuć natomiast jakiegoś rodzaju plastik i brak inspiracji. Dobre kawałki występują aż dwa: wspomniana na początku "Expandera" - kojarząca się z nieśmiertelnym "M/S Salmonella", oraz fajne, proste, wpadające w ucho "Instrumental Asylum" - niestety pozostałe 12 utworów, to jakiś muzyczny śmietnik. Przykre.

Cóż, według oficjalnych informacji, Carlsson dobrał nowych muzyków do składu i ekipa Życiokochaczy zabiera się za nagrywanie następcy "Sjukdom". Panowie - dobra rada. Odzyskajcie kontakt do dilera, który dawał wam prochy, kiedy nagrywaliście "Pulver". Wyjdzie to na dobre zarówno wam, jak i nam - słuchaczom. Ten, którego macie obecnie, ewidentnie robi was w chuja.

No siema



Post#1 nie będzie zawierał ani filozoficznego pierdolenia, ani żadnego wyjaśnienia idei tej strony. Cenisz sobie dobrą muzykę? Myślimy, że trafiłeś w odpowiednie miejsce. Postaramy się, aby nowe teksty były upubliczniane jak najczęściej.

Pozdrawiamy
Redakcja GHK.

 "mors malum non est, sola ius aequum generis humani"