"A bad case of reverse schizophrenia
the imaginary friend of everyone else
a soulless terrorist with a message to spread
with the worst upbringing possible and no emotions"
Oczekiwałem tego albumu. Cholernie oczekiwałem. W momencie, gdy zespół udostępnił utwór "Expandera" z nadchodzącego wielkimi krokami, walentynkowego"Sjukdom", moje oczekiwania i nadzieje wzrosły niepomiernie. Wiedziałem, że taka ekipa jak Lifelover, z genialnym Kimem Carlssonem na czele nie wypuści złej płyty. Niestety - "Choroba" to przykład jak spierdolić nieskazitelną dyskografię kapeli.
Jak można nagrać tak nieciekawy i nudny album mając na koncie takie perły jak "Pulver", "Erotik" czy "Konkurs" ? Na nowym dziecku Lifelovera złe jest praktycznie wszystko. Rozpoczynając na beznadziejnym, tandetnym automacie perkusyjnym (założę się, że te sample nie zostały nawet minimalnie obrobione), poprzez toporne, oklepane riffy, kończąc na zabawnym i groteskowym wokalu Nattdala, który niszczy prawie każdy ciekawy moment płyty. Gdzieś również zginął klimat. Na "Sjukdom" nie ma już tej wszechobecnej atmosfery pijaństwa, narkomanii, choroby psychicznej, czuć natomiast jakiegoś rodzaju plastik i brak inspiracji. Dobre kawałki występują aż dwa: wspomniana na początku "Expandera" - kojarząca się z nieśmiertelnym "M/S Salmonella", oraz fajne, proste, wpadające w ucho "Instrumental Asylum" - niestety pozostałe 12 utworów, to jakiś muzyczny śmietnik. Przykre.
Cóż, według oficjalnych informacji, Carlsson dobrał nowych muzyków do składu i ekipa Życiokochaczy zabiera się za nagrywanie następcy "Sjukdom". Panowie - dobra rada. Odzyskajcie kontakt do dilera, który dawał wam prochy, kiedy nagrywaliście "Pulver". Wyjdzie to na dobre zarówno wam, jak i nam - słuchaczom. Ten, którego macie obecnie, ewidentnie robi was w chuja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz